
Łódź
Łódź to moje miasto. Spędziłem tam dzieciństwo, poznałem Kamcię w
szkole, do której razem chodziliśmy, a także super kumpli z podwórka,
jak np. Andrzeja Grada i Łukasza Bednarczyka. Wraz z moją rodziną,
jesteśmy bardzo związani z tym miastem. Mieszkając w Łodzi, mieliśmy
grono najbliższych przyjaciół, które oczywiście zmieniało się wraz z
upływem lat. Do dziś przyjaźnimy się z Arielem Jakubowskim i Julianną,
Jackiem Paszulewiczem oraz z Rafałem Niżnikiem i Moniką. Mamy za sobą
wiele wspólnych wypadów, wakacji, domowych wieczorków, sylwestrów i
mnóstwo wspaniałych wspomnień z tamtych lat. Na szczęście jest teraz
Internet, dzięki czemu kontakt na odległość jest jeszcze łatwiejszy.
Mamy oczywiście jeszcze wielu znajomych z Łodzi, ale ciężko tu
wszystkich wymienić. Staramy się z nimi spotykać choć raz do roku, by
powspominać stare czasy. Po powrocie do kraju na stałe, zapewne
odświeżymy stare przyjaźnie, mając więcej czasu na ich utrzymanie. Ale
to dopiero za kilka lat.
Rotterdam (Holandia)
Nasze wojaże po Europie rozpoczęły się w Holandii. W Feyenoordzie
Rotterdam byliśmy około sześć miesięcy. Poznaliśmy tam dwóch Polaków:
Tomka Iwana i Jurka Dudka, który dojechał z żoną Mirellą. To
portowe miasto wspominamy z rozrzewnieniem. Był to nasz pierwszy
wspólny wyjazd zagraniczny, z którym wiążę się wiele miłych wspomnień.
W Rotterdamie mieliśmy wiele ulubionych miejsc. Jednym z nich była mała
kafejka w porcie, do której często wstępowaliśmy na gorącą czekoladę.
Lubiliśmy też spacerować po małej promenadzie w centrum, dookoła której
było mnóstwo małych sklepików z przeróżnymi gadżetami .
Hamburg (Niemcy)
Kolejnym miastem zagranicznym, do którego się udaliśmy, był Hamburg.
Spędziliśmy tam ponad pół roku i poznaliśmy Pawła Wojtalę z żoną Magdą,
dzięki którym było nam raźniej. W Holandii byliśmy otoczeni Polakami. W
Niemczech mogło być inaczej, gdyby nie pomocna dłoń Pawła i Magdy.
Wieczorami często jeździliśmy do miasta, bo wtedy wyglądało ono
najładniej. Oświetlone, położone nad wodą, robiło na nas wrażenie.
Płock
Orlen, obecna Wisła Płock to klub, którego nie wspominam miło. Chociaż
ludzie z nim związani nie byli nam życzliwi, to miasto było fajne. Na
nasze szczęście poznaliśmy Agnieszkę i Bartka Jurkowskich, z którymi
trzymaliśmy się przez cały czas. Dzięki nim, pobyt w Płocku nie był
udręką. Do dziś przyjaźnimy się z nimi i jesteśmy w stałym kontakcie.
Ostatnio byliśmy u nich na wakacjach .
Wodzisław
Ze Śląska mamy super wspomnienia. Szczególnie z Rybnika, w którym
mieszkaliśmy w trakcie mojej gry w Odrze Wodzisław. Rybnik to
miasteczko oddalone o ok. 10 kilometrów od Wodzisławia. Poznaliśmy
tam bardzo fajnych ludzi, a dodatkowo byli tam kumple z ŁKS, tj. Artur
Kościuk i Ariel Jakubowski, więc czuliśmy się tam świetnie! Rybnik i
Wodzisław to małe miasta, ale bardzo przyjazne. Ludzie są tam otwarci i
skorzy do pomocy. Dzięki temu czuliśmy się na Śląsku niemal jak u
siebie w domu.
WarszawaPo pobycie w mniejszych miastach, przyszedł czas na stolicę. A w niej
wszystko zaczęło wracać na właściwe tory. Odzyskałem swoją dawną formę,
życie zaczęło się zmieniać. W Warszawie jest więcej możliwości rozwoju.
Moja żona, Kamilcia zaczęła w Warszawie studia psychologiczne,
kupiliśmy mieszkanie, urodził się nasz pierwszy synek, Antoś. A po nim
także drugi: Franuś. Zapuściliśmy korzenie i wiązaliśmy z Warszawą
dalekosiężne plany. Nadal jestem w kontakcie z niektórymi kolegami z
klubu, a z Łukaszem Surmą i jego żoną przyjaźnimy się do dziś.
Guimaraes (Portugalia)
Nagle przyszła interesująca oferta z Portugalii. Naszym następnym
przystankiem okazało się więc Guimaraes. Mieszkaliśmy tam w malowniczo
położonym domku, niedaleko za miastem, które miało rolniczy charakter.
Duże wrażenie zrobiły na nas ogromne pola z dojrzewającymi winogronami.
Rolnicy zbierali je potem na czerwone lub białe wino. Portugalczycy
słyną z celebrowania win. Mogliśmy się o tym przekonać, kiedy
poznaliśmy jedną z tamtejszych rodzin, która codziennie zapraszała nas
do swojej restauracji. To niezwykle miły i otwarty naród. Zostawiliśmy
tam wspaniałych przyjaciół, których mamy w planach jeszcze kiedyś
odwiedzić.
Troyes (Francja)
Wyjazdu do Francji nie możemy niestety zaliczyć do udanych. W klubie
nie dostawałem bowiem szans na grę. Poznaliśmy tam jednak bardzo fajną
polsko – francuską rodzinę, bez której pomocy byłoby nam bardzo ciężko.
Szczególnie na początku. Nie znaliśmy języka francuskiego i trudno było
cokolwiek samemu załatwić. Mieszkaliśmy w małym miasteczku Troyes, 150
km od Paryża. Architektonicznie było ono bardzo ciekawe. Lubiliśmy
spacerować po centrum, podziwiając tamtejsze budowle. A w przerwach
delektowaliśmy się owocami morza. Z Francji mam kontakty już nie z
samymi piłkarzami, ale z… polonią! Miałem tam jednego znajomego, który
zaimponował mi już na pierwszym spotkaniu, przyjeżdżając super motorem.
Do tej pory utrzymujemy bliskie kontakty z nim i jego rodziną oraz z
Bożeną Delong, która pomogła nam ogromnie, służąc pomocą.
Southampton (Anglia)
W Anglii czujemy się świetnie. Już dawno się tu zaaklimatyzowaliśmy i
nie mamy z niczym kłopotów. Southampton to niewielkie miasto portowe, z
którego odpływał Titanic. Obecnie mieszkamy niedaleko centrum, gdzie do
każdego miejsca jest blisko. Otacza nas wielu Polaków, jest wiele
polskich sklepów ze „swojską” żywnością. To miłe. Jak w każdym
mieście, na początku nie było nam najłatwiej. Ale znajomość języka
angielskiego ułatwiła nam start. Kamcia w miarę wolnego czasu szlifuje
angielski w szkole językowej, a ja walczę o pierwszy skład w FC Saints.
Do niedawna był tu Grzegorz Rasiak z rodziną, a pozostał jeszcze Bartek
Białkowski. Ale najlepszy kontakt mam z Mario Liczką. Być może
zostaniemy w Southampton na dłużej? Jest to jedyne z miast
zagranicznych, w którym moglibyśmy osiedlić się na kilka następnych
lat. Ale nie na zawsze. Bo naszym miejscem na ziemi jest Polska i nasza
kochana Łódź, do której na pewno wrócimy po wieloletnich wędrówkach.