Nie masz jeszcze konta? Dołącz do Fanklubu:
NEWSO MNIEKARIERAGALERIAMULTIMEDIAFANKLUBCHARYTATYWNIEHARLEYSKLEPKONKURSY
Rodzina

W swoim życiu wiele zawdzięczam rodzicom. To oni starali się w dzieciństwie, żeby niczego mi nie brakowało i bym mógł spokojnie trenować piłkę.


Tamte czasy nie były dla nich łatwe. Bywało, że zapożyczali się na moje buty albo na obóz piłkarski . Mój tata zmarł w 1996 roku. Pracował w masarni, lubił grać w piłkę i gotować. Przejąłem jego zamiłowania. A mama jeszcze do niedawna pracowała fizycznie w Teatrze Wielkim w Łodzi. Mam też dwóch braci. Najstarszy, Jarek zaprowadził mnie na pierwszy trening do ŁKS. To wielki fan piłki nożnej. Ma wszystkie moje statystyki, począwszy od trampkarza, po dzień dzisiejszy. Gdy tylko natrafi na wzmiankę o mnie w gazecie, od razu wycina cały fragment. Drugi, o rok starszy Bogdan, jest szerzej znany w środowisku piłkarskim. Obecnie trenuje piłkę plażową i radzi sobie świetnie.


Z moją żoną, Kamcią chodziliśmy już razem do podstawówki. Pod jej koniec zakochaliśmy się w sobie na zabój. Do tego stopnia, że ona przerwała liceum, by wyjechać ze mną do Rotterdamu. Nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie. Bardzo wiele razem przeżyliśmy. Na początku, nie zdawaliśmy sobie do końca sprawy, jaki to jest świat. Dlatego pierwsze decyzje dotyczące mojej kariery, podejmowaliśmy radząc się mojego najstarszego brata oraz Włodzimierza Smolarka i Jana De Zeeuw'a , którzy interesowali sie pozyskaniem mnie do Holandii. Później, gdy byliśmy już dłużej razem zagranicą, zawsze wspólnie decydowaliśmy o naszych losach. Trwaliśmy w najtrudniejszych dla mnie okresach: tj. wypadek motocyklowy, i to Kamcia siedziała przy mnie cały dzień, pomagając we wszystkich najprostszych czynnościach. Pielęgniarki poznawały ją już z daleka, dlatego, że przychodziła ledwo po śniadaniu, a wychodziła jako ostatnia po kilku prośbach personelu :) Nawet wtedy nie mogliśmy się rozstać. Potem, podczas rehabilitacji było podobnie. Jeździliśmy wszędzie razem. A Kamcia wytrzymywała ze mną żmudne, wielogodzinne ćwiczenia, podtrzymując na duchu i wierząc, że niebawem wrócę do gry.

Jestem człowiekiem, który nie stawia ponad wszystko swojej kariery. Doczekaliśmy się dwóch wspaniałych synków: Antosia i Frania. Są to nasze największe skarby, które dają nam wiele radości. Obecnie chodzą do przedszkola w Southampton i świetnie sobie radzą. Zaczynają nawet mówić po angielsku! Mamy z nich niezły ubaw. Są prawdziwymi łobuzami. Choć starszy jest spokojny i sam lubi sie bawić , to młodszy emanuje wielką energią i nawet na chwilę nie można spuścić go z oczu. Można powiedzieć, że chłopcy świetnie się uzupełniają. Nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Być może za kilka lat doczekają się siostry albo brata? Na razie nie planujemy powiększenia rodziny. Może po powrocie do Polski?



Saganowski.com.pl © 2008. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Szukaj: